Gra w „Tak, ale…” i jej destruktywne skutki

Udział w grze „Tak, ale…” jest jednym z powodów nawarstwiania się konfliktów, które mogą przekładać się na relacje między małżonkami, a już w najgorszej sytuacji - na brak możliwości porozumienia się w procesie rozwodu.

Poruszane tematy

Dotyczy ZAGADNIEŃ

Autor

Gra w Tak ale i jej destruktywne skutki

Udział w grze „Tak, ale…” jest jednym z powodów nawarstwiania się konfliktów, które mogą przekładać się na relacje między małżonkami, a już w najgorszej sytuacji – na brak możliwości porozumienia się w procesie rozwodu.

Na czym polega ta gra? Jakie są jej konsekwencje? Jak nie dać się w nią wciągnąć?

O tym możesz przeczytać w poniższym artykule.

Gra w „Tak, ale…” jest jedną z najpopularniejszych gier – nie tylko małżeńskich – która generuje wiele konfliktów, również tych „zamiatanych pod dywan”. Często powtarzana i niekończąca się konstruktywnym rozwiązaniem, prowadzi do narastającej niechęci wobec partnerki/partnera, złości oraz wycofania z dialogu. W konsekwencji kolejne, nawet drobne sytuacje sporne mogą stać się zarzewiem wyolbrzymionego konfliktu i zaowocować wracaniem do starych, nierozwiązanych spraw.

Gra rozpoczyna się, gdy strony (np. małżonkowie) mają odmienne zdanie, poglądy lub pomysły i starają się przekonać drugą stronę do tak zwanej „swojej racji”. Przykład:

  • Tyle razy cię prosiłam, żebyś buty stawiał na półkę.
  • No tak, ale rano będę z nich korzystał.
  • Rozumiem, ale w nocy mogę się o nie potknąć.
  • Przecież możesz włączyć światło.
  • Nie chcę włączać światła, bo obudzę dzieci.
  • Ok, ale przecież możesz je ominąć po ciemku.
  • A po co mam sobie utrudniać życie?

…i tak można przez cały wieczór… tylko, że wraz z czasem zaczyna pojawiać się złość, frustracja i poczucie bezradności… a wówczas partnerzy już nie starają się przekonać do swojej racji, lecz zaczynają udowadniać, czyj pomysł jest mądrzejszy, a następnie, kto jest mądrzejszy, a kto głupszy… zaczyna się walka o godność. Wówczas najczęściej powtarzane są trzy scenariusze:

  1. Agresja – obie strony rzucają się sobie do gardeł i nie odpuszczają… do wyczerpania sił i zostawiają sprawę nierozwiązaną. Obie strony są wyczerpane i niezadowolone z efektu. Rośnie złość i frustracja.
  2. Uległość – obie strony odpuszczają bez rozwiązania sytuacji. Narasta frustracja i poczucie bezradności. Może być też, że wypracują rozwiązanie, jednakże niekorzystne i niesatysfakcjonujące dla obu stron (np. zamiast spędzić wakacje w Chorwacji lub na Majorce, zostaniemy w domu i wyremontujemy kuchnię).
  3. Agresja / uległość – jedna ze stron ulega z poczuciem porażki. W przyszłości wyrówna rachunki i to najczęściej w najbardziej nieprzewidywalny sposób. Przykład: skoro ustąpiłem i pojechałem z tobą do teściowej (chociaż wolałem pojechać nad morze), to teraz będę pił z teściem przez cały weekend i tyle będzie ze wspólnego wyjazdu.

Jeżeli wierzysz, że możesz kogokolwiek przekonać do swojej racji, to się mylisz… możesz co najwyżej wywrzeć presję i mieć poczucie, że ci się to udało. I pamiętaj o późniejszych konsekwencjach 😉

Jeżeli uważasz, że ty masz rację… też się mylisz… bardzo często obie strony mają tak zwaną rację i udowadnianie swojej wyższości niczego dobrego nie wniesie. Przecież żona miała rację mówiąc, żeby buty stawiać na półkę… mąż też miał rację mówiąc, że rano będzie z nich korzystał

Co w takim razie robić, kiedy czujesz, że rozmowa idzie w kierunku gry w „Tak, ale…”?

  • Określ powód swojego oporu – skoro upierasz się przy swoim, to masz konkretny motywy, potrzeby – kluczem jest w pierwszej kolejności zrozumienie siebie samego. Dlaczego upierasz się przy swoim?
  • Poznaj powód drugiej strony – twoja partnerka / twój partner ma swoje motywy – sprawdź, o co chodzi?

Wypowiedź: Tyle razy cię prosiłam, żebyś buty stawiał na półkę, wcale nie musi wynikać z pedanterii lub czepiania się męża. Powodem może być, np. poczucie bezsilności wynikające z wielokrotnego proszenia o różne rzeczy, które nie są realizowane.

Wypowiedź: No tak, ale rano będę z nich korzystał i opór, może nie wynikać z braku szacunku wobec żony. Źródłem może być na przykład chęć posiadania poczucia, że zdanie męża się liczy, ponieważ kluczowe decyzje podejmuje żona.

  • Nie oceniaj motywów drugiej osoby – mogą być inne niż twoje, niezrozumiałe dla ciebie, inne niż ci się wydawało. Ocenianie zamknie drogę do porozumienia.
  • Nie przekonuj do swojej racji.
  • Rozmawiaj o waszych powodach. Rozmawianie o powodach, motywach ułatwia poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań. Dodatkowo wzmacnia więzi, zmienia postrzeganie drugiej osoby.
  • Szukaj rozwiązań do tych powodów.

Przykładowa rozmowa:

  • Tyle razy cię prosiłam, żebyś buty stawiał na półkę.
  • No tak, ale rano będę z nich korzystał.
  • Rozumiem, ale w nocy mogę się o nie potknąć.
  • Oj, widzę, że nasza rozmowa idzie nie w tą stronę. Takie rozmowy zazwyczaj źle się kończą. Ja się upieram przy swoim, ponieważ chciałbym od czasu do czasu mieć poczucie, że moje zdanie się liczy. Bardzo mi tego brakuje. A ty, dlaczego tak bardzo upierasz się przy chowaniu butów na półkę?
  • Mam poczucie bezsilności wynikające z wielokrotnego proszenia cię o różne rzeczy, które nie są realizowane. Ręce mi opadają.
  • Może poszukajmy rozwiązania – jak w przyszłości zadbać o to, żebyś nie czuła się bezsilna, a ja miał poczucie, że moje zdanie się liczy?

Ot i cała filozofia!

Na początku trochę trudności może przysparzać nazywanie motywów przez obie strony. Jednakże nie rezygnuj! Trening czyni nas mistrzami!

W sytuacji rozwodowej często spawy zachodzą tak daleko, że obie strony mogą nie odważyć się na szczerą rozmową. W takiej sytuacji pomocni mogą być mediatorzy. Natomiast pamiętaj, że po rozwodzie możesz wejść w kolejny związek (lub już w nim jesteś) i powtórzyć ten sam scenariusz. Więc nie zawierzaj swojej przyszłości grze „Tak, ale…”. 😉

Zdjęcie autorstwa Priscilla Du Preez z serwisu Unsplash

Przeczytaj także

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn